CzepianieŚwiat wokół mnie

Storytelling jest ok, ale … robiony z głową.

Kiedy przebijasz się przez posty w social mediach (tych luźniejszych, jak fb czy bardziej biznesowych, jak linkedin) to możesz wyłapać tzw. słowa, wyrażenia klucze. Takie, które otwierają zainteresowanie tym co oferujesz. Do najbardziej popularnych (moim zdaniem) w 2017 należały np. digitalizacja i storytelling. Każda firma powinna się digitalizować i każda musi być swoje „story” do opowiedzenia.

Taka firmowa historia stworzenia świata istniała zawsze. Handlowcy często od tego zaczynali spotkania z nowymi klientami. Opowiadało się każdemu nowego pracownikowi i komu się dało. Ale czasy się zmieniają i teraz takie coś przybrało postać storytellingu :) I dało szansę na zaistnienie na rynku ludziom/ firmą, którzy z takiego gawędzenia o potrzebie gawędzenia żyją. Niektórzy robią to lepiej, inni tak sobie, jeszcze inni bylejak.

Inną kategorią przypowieści są tzw. motywacje. Lubimy od tych dobrych usłyszeć dlaczego im wychodzi. Dowiedzieć się, że oni też kiedyś zaczynali, też im nie było łatwo. Z takimi szefami można się identyfikować, brać ich za wzór.

Pewno razu przeczytałem takie story tzw. motywacyjne:

Teraz jak wiecie jestem dyrektorem i zarządzam dużym zespołem, wcześniej byłam menedżerem sprzedaży, ale w tym, co chciałam powiedzieć odwołam się do początków mojej drogi zawodowej i dwóch słów, które zmieniły moją karierę, lub dokładniej – ustawiły ją na innych torach.

Byłam sprzedawcą i przez pierwsze miesiące bardzo się starałam. Robiłam wszystko, by sprzedać i… nic! Chodziłam na spotkania – zero efektów.  Dzwoniłam do potencjalnych klientów. Budowałam bazę kontaktów. Zupełny brak efektów. 
Vis-a-vie mojego biurka pracował człowiek, który systematycznie zgarniał wszystkie nagrody. Nagroda tygodnia – trafia do niego. Nagroda miesiąca – co widzę? On wychodzi na środek. Duża nagroda za wyniki w kwartale – oczywiście on. No i po tej kwartalnej nie wytrzymałam. Pomyślałam – mogę go podglądać, jak to robi. Mogę się domyślać, gdzie jest ukryty sukces, ale lepiej zapytać. Podejdę i wprost wyrzucę pytanie, a potem pilnie wsłuchałam, bo coś tam musi być. 
No i wybrałam moment, gdy w biurze nie było nikogo. Stremowana podchodzę do jego biurka i mówię: „Jak to robisz, że sprzedajesz?”. Szczerze mówiąc liczyłam, że udzieli mi długich porad lub da mi jakiś podręcznik sprzedaży, a on powiedział dwa słowa.  Słowa, które – jak już powiedziałam – wpłynęły na bieg mojej kariery. Na pytanie o klucz, nachylił się w moją stronę, popatrzył na mnie i z uśmiechem powiedział: „Stan umysłu ”. I wyjaśnił co ma na myśli.

I wtedy mnie oświeciło! Racja – to ja mogę zmienić percepcję. Mogę decydować, jak podejdę do tego, co mnie spotyka. Czy nieudane spotkania potraktuję, jak lekcje, czy jak klęski. Czy odmowę klienta wezmę jako odrzucenie, czy motyw do lepszego zrozumienie jego sytuacji. To mnie zainspirowało. Zaczęłam pracę z nową percepcją. Z nowym spojrzeniem i inspiracją. Dodam tylko, że w następnym miesiącu mój nauczyciel był na drugim miejscu, po nagrodę sięgnęłam ja!  Jeżeli miałabym wam coś podpowiedzieć to tylko i aż to: „Zmień, rozwijaj odpowiednie nastawienie, czyli – zadbaj o swój stan umysłu”.

Nie muszę dodawać jaki był efekt tego dwuminutowego story.

Niby wszystko ok? Ktoś dzieli się swoją receptą na sukces? Fajnie, tego oczekujemy.

Tylko mnie w tej historii nie leży to jak została opowiedziana:

 Szczerze mówiąc liczyłam, że udzieli mi długich porad lub da mi jakiś podręcznik sprzedaży, a on powiedział dwa słowa.  Słowa, które – jak już powiedziałam – wpłynęły na bieg mojej kariery. Na pytanie o klucz, nachylił się w moją stronę, popatrzył na mnie i z uśmiechem powiedział: ‚Stan umysłu’. I wyjaśnił co ma na myśli.”

Czyli, że jak to w końcu było? Powiedział „dwa słowa” czy „wyjaśnił”?  Czyli jednak potrzebne było jakieś wyjaśnienie, coś ponad te dwa słowa?

Gdyby to było moje story, to ja bym powiedział:

Usiadł ze mną na chwilę, powiedział w czym rzecz. Gdyby krótko nazwać to co mi przekazał abym mógł sobie przywoływać to w chwilach zniechęcenia, to powiedziałbym „stan umysłu”.

Tak się czepiam :) Ale ja nie żyję z „opowiadania historii”, więc mogę się poczepiać. I Wam też czasami radzę się poczepiać, a nie chłonąć wszystko, jak gąbka wodę. Bo wtedy znajdziecie swoją receptę na sukces.

Be Sociable, Share!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *