Metafizyka nigdy nie była łatwym biznesem, ale odkąd nie ma Boga, Anioły nie grają fair :-) Takie zdanie wyczytałem na okładce książki. Przyznam, że wziąłem ją do ręki z pewną dozą nieśmiałości, bo sama okładka nie jest zachwycająca. Główny jej element to postać młodego blondyna, wyglądającego na fana metalu i w dodatku trzymającego w ręku spluwę. Naprawdę całość taka sobie – bez polotu.
Nie poddałem się jednak tak łatwo. Byłem na głodzie. Bardzo potrzebowałem do czegoś do czytania – wszystkie posty na JestemBlogerem.pl już przeczytałem a moomin ma jakąś niemoc twórczą i nic nowego nie dostarcza ;-), lejdi jest na zagranicznych wojażach, leona próbuje wykraść kolejne kartki z pamiętnik, bartes na razie coś wystukał na swoim blogu a maciek – maciek ciężko pracuje.
Trzymałem więc książkę w ręku i czytałem “zachętnik”: Ocalony po szturmie na Valhallę LOKI – adoptowany syn Odyna, ten który miał być przyczyną końca świat nordyckich bogów oraz patron oszustów i zdrajców w jednej osobie – postanawia przyłączyć się do zwycięzców i staje się anielskim chłopcem na posyłki (poczytajcie tutaj co to za jedni ci nordyccy bogowie :-).
Zaczynało być coraz ciekawiej. Temat “starych”, zapomnianych przez ludzi bogów ruszony był już przez Neila Gaiman w powieści “Amerykańscy bogowie” – polecam tym, którzy lubią taką metafizyczną fantastykę. Ale o nie tym teraz :-) Po przeczytaniu ‘zachętniaka” zacząłem przeglądać książkę i zaraz na pierwszy stronach trafiłem na takie treści: ”
- No? – ponaglił młody elegant. Mężczyzna odchrząknął.
- Nazywam się Kwiriniusz – powiedział. – I jestem aniołem stróżem
Zacząłem wertować kartki dalej
Loki przystanął i udał, że coś wyciąga z buta. W rzeczywistości z utęsknieniem zerknął w stronę żołnierzy siedzących wokół stołu zrobionego z kilku złożonych razem skrzynek. Ci aniołowie nie gadali o bzdurach, tylko grali w karty, śmiejąc się i popijając coś z metalowych kubków.
Znalazłem jeszcze parę fragmentów, po których uśmiech szerokim frontem zaatakował mnie :-) Stwierdziłem, że dam szansę tej książce. Książce Jakuba Ćwiek “Kłamca”. Jeszcze tego samo wieczora zasiadłem do czytania. I …
I nie rozczarowałem się! Bombowy temat, sprawna narracja, ciekawe postaci. Wciągnęło mnie bardzo. Tak bardzo, że trochę zarwałem nockę. Ale warto. Jeżeli macie dystans do otaczającej rzeczywistości, jeżeli lubicie fantastykę/fantasy, jeżeli nie macie problemu z tym, że anioły mogą mieć ludzkie cechy i przywary i jeżeli lubicie się pośmiać – to to jest książka dla Was. Zdecydowanie należy ją przeczytać!
Mnie wciągnęło na tyle, że kupiłem kolejny zbiór opowiadań pod tytułem “Kłamca 2. Bóg marnotrawny” I jestem w trakcie. Jest świetnie. Tak świetnie, że teraz kończę to pisanie i wracam do czytania :-) Bo szkoda czasu, gdy anioły zapraszają :-)
Brak komentarzy.
Kanał RSS z komentarzami do tego wpisu.